Organ prasowy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Zamordowane miasto…

17 stycznia 1945 r. — data oswobodzenia lewobrzeżnej Warszawy. Dziś mija 81 lat od tamtych wydarzeń. Na stronie Biura Geodezji i Katastru od dwóch dekad dostępna jest ortofotomapa stolicy wykonana na podstawie zdjęć lotniczych z czerwca 1945 r. To nie jest już sensacja. Sensacyjny — a raczej wstrząsający — jest obraz, jaki się z niej wyłania.

Redakcja

Biuletyn Informacyjny AK

To „spojrzenie do grobu” — wizja lokalna w miejscu zbrodni popełnionej na Stolicy Państwa Polskiego. Morze ruin, puste kwartały ulic, ślad systematycznego niszczenia miasta. Otwarta rana, która w pamięci historycznej nie zabliźniła się do dziś.

W rocznicę tamtych wydarzeń warto spojrzeć na te fotografie nie tylko jak na dokument, lecz jak na świadectwo. Bo Warszawa z 1945 roku to nie tylko historia zniszczenia — to także punkt wyjścia do odbudowy i pamięci.

Ortofotomapa Warszawy z 1945 roku to zdjęcie szczególne. Widać na niej potwornie okaleczone miasto, którego główne zniszczenia powstały podczas 63 dni Powstania Warszawskiego (1 sierpnia – 2 października 1944 r.) oraz bezpośrednio po nim, w trzymiesięcznym okresie do 17 stycznia 1945 r., kiedy okupant niemiecki na bezpośredni rozkaz Hitlera metodycznie rabował, palił i wysadzał dom po domu, kwartał po kwartale, niszcząc całe dzielnice, tak by zetrzeć Warszawę z powierzchni ziemi. Wprawne oko dostrzeże na niej także zniszczenia z września 1939, skutki nalotów sowieckich na Warszawę w latach 1941–43, czy wyburzenia przez Niemców dzielnicy Północnej po zdławieniu Powstania w getcie warszawskim w 1943 r.

Na zdjęciach lotniczych widać morze gruzów, wypalone ściany domów, stojących jeszcze, ale nadających się tylko do rozbiórki. Dni były wówczas słoneczne, wszędzie więc widoczne są cienie martwych kamienic, świecących pustymi oczodołami otworów okiennych. Według tych cieni, jak na zegarze słonecznym, łatwo ustalić godzinę wykonania zdjęcia. Widać jeszcze barykady ustawione w poprzek ulic, bezpośrednie ślady powstańczych walk ulicznych, wykopane transzeje, leje po wybuchach pocisków, powykręcane wraki samochodów i sprzętu wojskowego. Jest czerwiec 1945 roku – zaledwie 8 miesięcy od zakończenia walk powstańczych. Miesiąc wcześniej – 5 maja – zakończyła się wojna w Europie. 

Zima 1944–1945 była ciężka, śnieżna i długa. Jeszcze w połowie kwietnia zdarzały się przymrozki do –2°C. 17 stycznia 1945 r. do lewobrzeżnej części Stolicy weszły oddziały 1. Armi WP i sowieckie, zastając morze ruin po Powstaniu Warszawskim – obraz apokalipsy, gdzie wśród zdewastowanych budynków pokrytych śniegiem, tkwili w ekstremalnie trudnych warunkach nieliczni ocalali mieszkańcy (tzw. „robinsonowie”). Bez jedzenia, wody, kanalizacji, w zimnie i bez prądu, w prowizorycznie zaadoptowanych kryjówkach przetrwało ok. 1000 osób. W ciągłym zagrożeniu i strachu przed wykryciem przez niemieckie komanda rabujące i burzące miasto. Ostatnie oddziały niemieckie opuściły Warszawę 16 stycznia – dzień przed wkroczeniem sowietów.  

Na zdjęciu lotniczym część ulic jest prowizorycznie uprzątnięta z gruzu i przejezdna. Ludzie zaczynają wracać do „miasta-trupa”. To, czego nie widać na zdjęciu, jest pod powierzchnią. Pod gruzami leżą tysiące zwłok zabitych i poległych podczas Powstania – żołnierzy i ludności cywilnej. Wszystkie trawniki, skwery i parki to cmentarze. Jest jeszcze chyba największa trauma – kanały… Ciężko nawet to ogarnąć wyobraźnią… Zaczyna się lato – w 1945 r. gorące. Tam w kanałach tysiące tych, którym się nie udało dotrzeć do wyjścia… Ekshumacje dopiero mają się zacząć.

Foto-archeologia

Ortofotomapa to także obraz indywidualnych losów walczących Powstańców i ich oddziałów. Widać pole bitwy, miejsca konkretnych zdarzeń i starć, ale też obraz gehenny ludności cywilnej, uwięzionej w walczącym mieście, skutki bombardowania czy nalotów. 

Chyba po raz pierwszy we współczesnej historii, czytając relacje lub słuchając wspomnień z okresu Powstania czy okupacji niemieckiej, można je skonfrontować, a nawet zweryfikować ze zdjęciem. Pamięć ludzka często płata figle, ulega zatarciu lub sugestiom. Nakładają się na nią zasłyszane relacje, zakrzywiające rzeczywisty obraz. Jednak zdjęcie nie kłamie. Na podstawie „tego” wyjątkowego zdjęcia można odtworzyć tysiące zdarzeń i ludzkich losów.

Rozdzielczość wykonanych zdjęć jest na tyle wysoka, że pozwala na zejście do poziomu ulic. To wyjątkowa sytuacja, otwierająca nowy poziom „archeologii historycznej”, w której uczestniczyć może każdy, realizując własne poszukiwania. 

Szczególne to doznania dla Warszawiaków – móc zobaczyć, czego doświadczyły nasze rodziny podczas Powstania. Na zdjęciu wszystko jeszcze stoi, mimo że w ruinie, widać wszystko, o czym opowiadają uczestnicy wydarzeń. Tak właśnie jest w przypadku moim i mojej rodziny, która przetrwała Powstanie na Starym Mieście na ul. Franciszkańskiej 6a. Zobaczyłem zatem ulicę z barykadami, dom, w który trafiła „krowa” chwilę po tym, jak kolumna pędzonych mieszkańców ruszyła w stronę Cytadeli i ul. Zajączka, gdzie Niemcy utworzyli punkt zborny na trasie do Dworca Zachodniego. Żyjący jeszcze mój wuj Wojciech, mający w czasie Powstania 10 lat, pokazywał mi szczegółowo, którędy chodzili po wodę, skąd strzelał snajper, który zabił dwoje ludzi przeskakujących przez ulicę przed moją babcią Ziutką. Jej udało się przebiec, gdy przeładowywał karabin. Po upadku Starówki 31 sierpnia 1944 r. zostali wypędzeni i jak większość cywilnych mieszkańców Stolicy, trafili do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie. Takich historii jest z pewnością dziesiątki tysięcy i każdy może doświadczyć podobnych wrażeń, konfrontując je ze zdjęciem.

Ortofotomapa to także narzędzie. Pozwala varsavianistom – tym profesjonalnie zajmującym się historią Warszawy, ale także pasjonatom – na dopasowanie lokalizacji do tysięcy nieopisanych zdjęć zabudowy przedwojennej Stolicy, a często także zdjęć powojennych przedstawiających fragmenty ruin. Ich umiejscowienie można ustalić po np. przebiegu trakcji lub szyn tramwajowych, ułożeniu kostki brukowej, studzienek kanalizacyjnych, fragmentach zachowanych elewacji budynków i innych artefaktów miejskich. Współcześnie wiele miejsc wygląda całkowicie inaczej. Przedwojenna zabudowa nie istnieje, w większości nie ma też innych „detali” tworzących tkankę miejską i jej dziedzictwo. To, co w innych niezniszczonych miastach jest wciąż na swoim miejscu, w przypadku Warszawy istnieje jedynie na zdjęciach. Tak odtwarza się miasto, którego już nie ma. Niestety, można to zrobić jedynie w wyobraźni lub formie wirtualnej i obrazów generowanych cyfrowo. Żyje jedynie na starych fotografiach, filmach i w literaturze.

Na oficjalnym serwisie map Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy dostępne są także zdjęcia lotnicze miasta pochodzące z roku 1935. Zdjęcia również są poskładane w formie fotomapy i naniesione na współczesne plany Warszawy. Dostępne są również inne archiwalne plany i ortofotomapy. Jest to więc doskonałe narzędzie do porównania, jak wyglądała Warszawa na przestrzeni różnych lat. Od planów z przełomu XIX i XX wieku, po współczesne zdjęcia satelitarne. Uświadamia też bez znieczulenia o rozmiarze zniszczeń i strat.

Ta rana nie zagoi się nigdy…

To porównanie właśnie uzmysławia nam ogrom utraconego dziedzictwa. Dorobku pokoleń, które bezpowrotnie przestało istnieć. Straty w wymiarze osobowym, kultury, zabytków, gospodarki, infrastruktury i w wielu innych aspektach, których nie da się nawet wycenić. Nie wspomnę tu nawet o niezwykle skomplikowanym przeliczeniu wartości przedwojennych na obecne. W poprzednich latach podjęto próbę wyceny strat warszawskich. Sumy są astronomiczne…

Kwestia nigdy niewypłaconych przez Niemców reparacji wojennych, po raz kolejny rozgrzewa opinię publiczną i media. Zawiłe historyczne szczegóły domagania się przez Państwo polskie zadośćuczynienia od Niemców, za straty poniesione przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej 1939–1945, uwarunkowane politycznie i takoż dopasowane do każdej kolejnej mijającej dekady, do dzisiaj nie zostały wypłacone. Jest to Nasze moralne prawo, sprawa honoru i sprawiedliwości. 

Ortofotomapa „zamordowanej Warszawy” powinna być jednym z naczelnych dowodów i obciążać Niemców sumieniem za zbrodnię, która nawet w przypadku wypłacenia reparacji finansowych, nigdy nie zostanie wybaczona.


Piotr Hrycyk, Redaktor Naczelny BI AK